Trochę o lekturach szkolnych...

Jak to jest z tymi lekturami szkolnymi? Zachęcają dzieci i młodzież do czytania czy wręcz przeciwnie? Czy ktoś w ogóle się w nie jeszcze zagłębia, skoro wystarczy przejrzeć streszczenie? Uczniowie często mówią, że sam fakt, że książka jest obowiązkowa, jakoś ich odpycha. Po części również to odczuwam, w gimnazjum na przykład irytowałam się, gdy musiałam przerwać poznawanie jakiejś powieści na rzecz lektury do szkoły. Wiele osób uważa też, że lista obowiązkowych pozycji powinna zostać zaktualizowana, a stare, niewciągające książki warto zastąpić czymś współczesnym i atrakcyjnym. Inni dorośli są zdania, że na lekcjach omawia się za mało dzieł klasyki literatury. A co ja o tym sądzę? Za chwilę się dowiecie, jednak najpierw moje doświadczenie z lekturami szkolnymi. :)

W pierwszej klasie kazano nam przeczytać kilka wybranych rozdziałów lektury "Nasza mama czarodziejką" Joanny Papuzińskiej. Ucieszyłam się wtedy, bo lubiłam książki, a ta okazała się naprawdę ciekawa. W podstawówce raczej rzadko narzekałam na to, że muszę coś czytać. Na obowiązkowej liście znalazły się i powieści, które znienawidziłam (np. "Puc, Bursztyn i goście" J.A.Grabowskiego czy "Awantura o Basię" Kornela Makuszyńskiego) i takie, które pokochałam ("Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren, "Oto jest Kasia" Miry Jaworczakowej, "Ten obcy" Ireny Jurgielewiczowej, "Szatan z siódmej klasy" Kornela Makuszyńskiego,...) Najbardziej spodobało mi się "W pustyni i w puszczy", choć wiadomo, że jak przy wszystkich dziełach Sienkiewicza, natknęłam się na mnóstwo opisów.

Pamiętam, że w gimnazjum nie było żadnych książek, które bym jakoś szczególnie pokochała czy znienawidziła. Nie przepadałam za "Balladyną" Słowackiego, wciągnęły mnie "Kamienie na szaniec" Kamińskiego, ale raczej w stosunku do każdej z lektur przyjęłam neutralną postawę. No, za wyjątek można uznać "Zemstę" Fredry, bo ona trafiła w mój gust. Podobało mi się to, że czytaliśmy też nowsze dzieła np. "Oskara i panią Różę" Erica Emmanuela Schmitta. Pod koniec roku szkolnego nauczycielka pozwoliła nam nawet zaproponować jakąś własną lekturę. Metodą głosowania wybraliśmy wtedy "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins.
W liceum miałam już styczność m.in z "Procesem" Kafki, "Dżumą" Camusa, "Mistrzem i Małgorzatą" Michaiła Bułhakowa czy "Potopem" Sienkiewicza. Jak na razie wrażenie wywarł na mnie jedynie "Hamlet" Szekspira, który całkowicie mnie pochłoną. Ale nie natrafiłam też jeszcze na książkę, za którą bym szczególnie nie przepadała.

Czy powinno się zmienić listę obowiązkowych lektur? Osobiście uważam, że pewne dzieła są ważnymi elementami kultury, w tym naszej polskiej historii. Poznawanie książek z różnych epok pozwala nam lepiej zrozumieć tamten światopogląd i niektóre podstawowe teksty po prostu trzeba znać. Zamiast zastępować klasykę współczesnymi powieściami, proponowałabym dodanie atrakcyjniejszych pozycji do listy lektur. Rozwijałby to pasję czytelniczą uczniów, a obcowanie z takimi dziełami nie skończyłoby się jedynie na streszczeniu. Myślę, że możliwość wyboru przez nas jednej dodatkowej powieści pod koniec roku w gimnazjum było świetnym pomysłem. We współczesnych książkach także można znaleźć wiele wartości i postaw godnych naśladowania. Jednak nie zapominajmy o klasyce. ;)
Dodatkowo napiszę jeszcze, że jeśli chodzi o sprawdziany z lektur, to zdecydowanie jestem przeciw. Wiem z doświadczenia, że i tak osoby, które zapoznały się ze streszczeniem szczegółowym dostają z nich lepsze oceny niż ci, którzy faktycznie je przeczytali. Myślę, że lepszą formą sprawdzania wiedzy z książek byłby dyskusje na ich temat. To dodatkowo motywowałby uczniów do zagłębienia się w ich treść. A wy, jakie macie podejście do obowiązkowych lektur szkolnych? Jakie są wasze ulubione, a których wręcz nie cierpicie? :)

Komentarze

Popularne posty

Coś dla opiekunów Baśnioboru... :)

Kiedy człowiek słyszy, a kiedy słucha... Dorota Terakowska "Ono"

Najbardziej nietypowy narrator... Markus Zusak "Złodziejka książek"