Qu'est-ce que tu lis? O czytaniu w innych językach...

Kiedy zaczęłam się uczyć w szkole francuskiego postanowiłam, że pewnego dnia przeczytam jedną z moich ulubionych książek (którąś z cyklu "Mikołajek") w oryginale. Teraz, w czwartym roku poznawania tego języka, nadszedł ten moment. Na szczęście nie musiałam długo szukać i szybko zabrałam się za polsko-francuskie wydanie "Nieznanych przygód Mikołajka" Goscinnego z ilustracjami Sempe. Była to pierwsza książka, którą przeczytałam w obcym języku.

W tym poście nie skupię się na opowiedzianych w lekturze historiach, ale na jej dwujęzyczności. Moją ogólną recenzję "Mikołajka" możecie przeczytać w innym wpisie.
Książka wygląda tak, że z jednej strony mamy tekst po francusku, a po odwróceniu jej do góry nogami i otwarciu od tylnej okładki, poznajemy jego tłumaczenie.
Dla mnie było to świetne rozwiązanie, ponieważ w razie wątpliwości nie musiałam szukać słówek w słowniku ani w internecie, co z pewnością wymagałoby więcej czasu i poświęcenia. 
Oczywiście na początku musiałam się przestawić na język obcy, tzn. nie tłumaczyć wszystkiego w głowie automatycznie na polski, tylko "myśleć po francusku". Ale raczej nie miałam problemów ze zrozumieniem tekstu. Ogólnie wiedziałam, co się tam dzieje i o co chodzi, kłopoty sprawiły mi tylko pojedyncze słowa (w szkole w końcu nie uczymy się, jak jest "pajac" czy "Chcesz się bić?"). Myślę, że dużym ułatwieniem było dla mnie to, że kilka lat temu przeczytałam wszystkie opowieści o Mikołajku, więc mniej więcej pamiętałam jego styl wypowiedzi i charakter historii. No właśnie- język. To drugi ważny aspekt. Ponieważ narratorem jest dziecko, wypowiada się w stylu potocznym, nie dba zbytnio o unikanie powtórzeń czy o dokładność. Czasem ciężko było mi za nim nadążyć, ponieważ opowiadał "szybko", chciał bardzo wiele przekazać w jednym zdaniu. Te fragmenty wymagały ode mnie większego skupienia. 
Na początku niezbyt spodobało mi się to, że aby poznać tłumaczenie, trzeba odwrócić książkę. Myślałam, że to niepraktyczne i że wolałabym, by polski tekst został umieszczony np. obok. Jednak w trakcie czytania przekonałam się, że to świetne rozwiązanie, ponieważ nie podaje nam od razu gotowych odpowiedzi, zmusza nas do myślenia i skłania do samodzielnej analizy zdań. 
Znów oczarowałam się też ilustracjami Sempego. Całe wydanie prezentowało się uroczo, a tak wspaniały wygląd zachęcał do czytania po francusku.
                                                
 Obawiałam się, że nie dam sobie rady z rozumieniem tekstu. W końcu nigdy jeszcze nie czytałam powieści w obcym języku, nawet po angielsku, a francuskiego uczę się dopiero czwarty rok. Jednak "Le petit Nicolas. Le ballon et autres histoires inedites" okazał się dość prosty i nie sprawiał mi większych problemów. Mogę więc polecić tę książkę każdemu, kto uczy się francuskiego i ma chęci, wcale nie trzeba być na zaawansowanym poziomie. Jeśli chcielibyście sięgnąć po jakąś powieść w obcym języku, ale się wahacie, dam wam jedną radę: nie bójcie się. Zagraniczne lektury w oryginalnej wersji nie gryzą. :) Na pewno dacie sobie radę, a w razie czego, są przecież słowniki, internet oraz dwujęzyczne wersje z polskim tłumaczeniem. 




Komentarze

Popularne posty

Coś dla opiekunów Baśnioboru... :)

Kiedy człowiek słyszy, a kiedy słucha... Dorota Terakowska "Ono"

Najbardziej nietypowy narrator... Markus Zusak "Złodziejka książek"