Drugie podejście do książek Johna Greena. "Gwiazd naszych wina"
Dziś przychodzę do was z recenzją drugiej książki Johna Greena, jaką przeczytałam. Jest to "Gwiazd naszych wina". Powiem szczerze, że po "Papierowych miastach" niezbyt chciałam się za nią zabrać. Ale w końcu się zdecydowałam. Czy okazała się lepsza? Jeśli chodzi o fabułę i ogólnie o pomysł autora, to zdecydowanie wygrywają "Papierowe miasta". W ostatnich latach książki i filmy o młodzieży, która zmaga się z jakąś chorobą, są bardzo popularne i natykamy się na nie prawie wszędzie. Jest to temat, który warto poruszyć, jednak występuje on już w tak wielu dziełach, że fabuła "Gwiazd naszych wina" wcale nie wydaje się oryginalna i zaskakująca. Jednak jeśli chodzi o sposób pisania i język, to ta lektura przewyższa "Papierowe miasta".
16 letnia Hazel Grace poznaje na grupie wsparcia dla chorej młodzieży Augustusa, przystojnego chłopaka, przyprowadzonego tam przez Isaaca. Każde z trójki przyjaciół ma raka. Razem wspierają się i spędzają czas. Kiedy Augustus kończy czytać książkę, którą pożyczyła mu Hazel, postanawia odwiedzić razem z dziewczyną jej autora, aby zdradził im, co dzieje się po zakończeniu. Zaczyna się planowanie niezwykłej podróży, podczas której bohaterowie coraz bardziej się w sobie zakochują.
Hazel jest też narratorką powieści. Trzeba przyznać, że w opisywaniu i w rozmowach z innymi bohaterami jest bardzo szczera i bezpośrednia, co nadaje książce specyficzny charakter. Sprawia to, że w powieść można się wciągnąć i dosyć szybko się ją czyta, ale dla niektórych może być to denerwujące.
Na początku książka bardzo mi się podobała jej czytanie sprawiało mi przyjemność. Jednak później dialogi, fabuła i w ogóle wszystko zaczęło mnie zniechęcać i sprawiać, że coraz mniej ją lubiłam. Pod koniec prawie się do niej przekonałam, ale jednak autor musiał dodać jeszcze jedno wydarzenie, które nastawiło mnie negatywnie. Wiele faktów można było przewidzieć, rozmowy rodziców Hazel wydawały mi się często sztuczne. Nie jest to jednak najgorsza powieść, jaką przeczytałam. Nie wiem więc, czy wam by się spodobała. ;) Moje dwie znajome również ją czytały: jedna jest wręcz zachwycona, a drugą tak ona denerwowała, że nie zdołała doczytać jej do końca. Nie mam pojęcia, komu warto polecić tę książkę, jednak ja raczej nieprędko sięgnę po następne dzieło Johna Greena.
16 letnia Hazel Grace poznaje na grupie wsparcia dla chorej młodzieży Augustusa, przystojnego chłopaka, przyprowadzonego tam przez Isaaca. Każde z trójki przyjaciół ma raka. Razem wspierają się i spędzają czas. Kiedy Augustus kończy czytać książkę, którą pożyczyła mu Hazel, postanawia odwiedzić razem z dziewczyną jej autora, aby zdradził im, co dzieje się po zakończeniu. Zaczyna się planowanie niezwykłej podróży, podczas której bohaterowie coraz bardziej się w sobie zakochują.
Hazel jest też narratorką powieści. Trzeba przyznać, że w opisywaniu i w rozmowach z innymi bohaterami jest bardzo szczera i bezpośrednia, co nadaje książce specyficzny charakter. Sprawia to, że w powieść można się wciągnąć i dosyć szybko się ją czyta, ale dla niektórych może być to denerwujące.
Na początku książka bardzo mi się podobała jej czytanie sprawiało mi przyjemność. Jednak później dialogi, fabuła i w ogóle wszystko zaczęło mnie zniechęcać i sprawiać, że coraz mniej ją lubiłam. Pod koniec prawie się do niej przekonałam, ale jednak autor musiał dodać jeszcze jedno wydarzenie, które nastawiło mnie negatywnie. Wiele faktów można było przewidzieć, rozmowy rodziców Hazel wydawały mi się często sztuczne. Nie jest to jednak najgorsza powieść, jaką przeczytałam. Nie wiem więc, czy wam by się spodobała. ;) Moje dwie znajome również ją czytały: jedna jest wręcz zachwycona, a drugą tak ona denerwowała, że nie zdołała doczytać jej do końca. Nie mam pojęcia, komu warto polecić tę książkę, jednak ja raczej nieprędko sięgnę po następne dzieło Johna Greena.



Komentarze
Prześlij komentarz