Papierowe miasta

Często zdarza się tak, że jakaś książka robi się popularna dlatego, że powstał na jej podstawie film. Tak  stało się np. z "Był sobie pies" W.Bruce Camerona, "Każdego dnia" D.Levithana czy z "Cudownym chłopkiem", którego autorem jest R.J.Palacio. Raczej nie lubię czytać książki po obejrzeniu filmu nakręconego na jej podstawie, ponieważ wtedy trochę mnie ona nudzi. Zrobiłam tak tylko dwa razy i nie zamierzam tego powtarzać. :) Za to kiedy do kin wchodził "Był sobie pies", najpierw kupiłam lekturę i dopiero po zapoznaniu się z nią, zobaczyłam ekranizację. Taka opcja jest o wiele lepsza. Film "Papierowe miasta" nie zachęcał mnie zbytnio do jego obejrzenia. Jednak wiele ludzi go chwaliło, a mi wpadła w ręce książka Johna Greena, na podstawie której został on nakręcony. I oczywiście ją przeczytałam. :)

Quentin w dzieciństwie przyjaźnił się z Margo Roth Spiegelman. Teraz chodzą do jednego liceum i dziewczyna prawie w ogóle z nim nie rozmawia, a chłopak jest w niej zakochany. W szkole Margo jest "królową"- kiedy ktoś ją zdenerwuje lub np.będzie dręczył młodsze klasy, ona da mu nauczkę, którą na pewno na długo zapamięta. Pewnej nocy zakrada się przez okno do pokoju Quentina w stroju nindży i wciąga go w swoją misję. Razem zostawiają pułapki dla osób, które według dziewczyny zachowały się niewłaściwie i robią mnóstwo innych, szalonych rzeczy. Następnego dnia Margo znika. Po jakimś czasie chłopak odkrywa, że zostawiła dla niego wskazówki, by mógł ją odnaleźć. Razem z przyjaciółmi próbuje rozwiązać zagadkę i sprowadzić "królową" do domu.

Pomysł na powieść i fabuła są naprawdę genialne. Wszystko wskazywałoby  więc na to, że ta historia jest warta poznania, ale jednak nie mogę tak stwierdzić. Akcja bardzo wolno porusza się do przodu, wszystko się ciągnie i przedłuża. Nie byłam pewna, czy uda mi się kiedykolwiek przeczytać tę książkę, ponieważ bardzo, bardzo mnie nudziła. Dopiero od ok.300 strony udało mi się w to wciągnąć. Podobne wrażenia odniosłam po skończeniu "Władcy Pierścieni" Tolkiena. Wtedy zadawałam sobię pytanie, które teraz też mnie nurtuje: Jak można ciekawą fabułę zniszczyć nużącym sposobem pisania? Może więc w tym przypadku, bardziej opłaca się obejrzeć film? Ja jeszcze go nie widziałam, ale jeśli wy już to zrobiliście, napiszcie w komentarzach co o nim sądzicie.

Komentarze

Popularne posty

Coś dla opiekunów Baśnioboru... :)

Kiedy człowiek słyszy, a kiedy słucha... Dorota Terakowska "Ono"

Najbardziej nietypowy narrator... Markus Zusak "Złodziejka książek"